30 grudnia 2014

Jeden

Weszłam do małej kawiarenki, a mój wzrok od razu przeniósł się na uśmiechniętą twarz ciemnego blondyna. Podeszłam do niego i delikatnie przytuliłam, tak jak miałam w zwyczaju.
- Siema, dupo. Jak tam? - Justin odwzajemnił mój uścisk.
- Jakoś żyje, a ty, kochasiu?
- Daję radę - wzruszył ramionami. - Dobra, stawaj obok mnie, bo dziś jak widzisz jest dość duży ruch - rozglądnęłam się po kawiarence i dopiero teraz zobaczyłam, że zostały tylko trzy wolne stoły. Stanęłam obok mojego kolegi i czekałam aż ktoś podejdzie coś zamówić. Nagle drzwi od kawiarenki się otworzyły, a do środka weszło pięciu chłopaków. Stanęli przy drzwiach i zaczęli coś mówić. W końcu czwórka z nich udała się do pięcioosobowego stolika, a ostatni z nich udał się do nas. Jako, że ja parzyłam kawy, przeniosłam się do ekspresu. Justin grzecznie przywitał chłopaka i zapytał o jego zamówienie. Po chwili otrzymałam karteczkę z zamówieniem. Zaczęłam robić kawy i po chwili wszystkie były już gotowe. Każdą ustawiłam na tacce i ruszyłam do ich stolika. Idąc do stolika usłyszałam w mojej głowie:
- Kojarzę ją skądś - rozejrzałam się, ale nie zobaczyłam nikogo rozmawiającego.
Zmarszczyłam brwi i przystanęłam obok stolika przy którym siedziała piątka chłopaków.
- Oto wasze zamówienia, smacznego - ustawiłam ich kawy na środku stołu i szybkim krokiem udałam się na swoje miejsce przy ekspresie. Cały czas ukradkowo patrzyłam się na ich stolik. Czułam od któregoś z nich coś innego, nowego. Otrząsnęłam się dopiero wtedy kiedy Jus delikatnie szturchnął mnie w ramię.
- Huh? - spojrzałam na niego.
- Za chwilę zamykamy - oznajmij. Spojrzałam na swój zegarek w telefonie i faktycznie, dochodziła już godzina czternasta. Zaczęłam ogarniać miejsce mojego miejsca tak jak Justin. Po chwili wszystko lśniło. Zgasiliśmy światła i wyszliśmy z kawiarenki. Justin zamknął miejsce naszej pracy i spojrzał na mnie.
- Chcesz do mnie wpaść? - zapytałam z kamienną twarzą.
- Jasne i tak miałem w planie cię odprowadzić - wzruszył ramionami i zaczęliśmy iść w stronę mojego i Dan mieszkania. Po drodze miło gawędziliśmy o mało znaczących rzeczach.
- A co z twoim problemem?
- Jakim problemem?
- No z bezsennością.
- A, to... Um, jest tak jak było, bez leków nie zasnę. - odparłam gdy stanęliśmy przed drzwiami mojego mieszkania. Wyjęłam z kieszeni klucze od domu i otworzyłam drzwi. Wraz z Justinem weszłam do środka domu. Zamknęłam drzwi na zamek i udałam się z chłopakiem do salonu. Na kanapie siedziała rozwalona Danielle z paczką chipsów w ręce, oglądając jakiś durny serial w telewizji.
- Ja się męczę pracując, a ty siedzisz na dupie i żresz chipsy, dzięki - odparłam sarkastycznie.
- Też cię kocham, Nath - odparła i puściła do mnie oczko.
Bez pytania usiadłam z Justinem obok Danielle i zaczęliśmy oglądać wraz z nią.
Okazało się, że Dan oglądała CSI: Las Vegas, mój ulubiony serial.
Niech ją szlag!
Nagle usłyszałam coś co zwróciło moją uwagę:
- Jason McCann? A to nie jego młodszy brat?* - na ekranie pojawiła się kartoteka z... Justinem, znaczy Jasonem. Natychmiastowo wzięłam pilota i kliknęłam pauzę.
- Ty szujo! Jak mogłeś mi nie powiedzieć, że grałeś w CSI!! - krzyknęłam na cały dom, ale zagłuszył go śmiech Justina i Danielle.
- Przepraszam, ale nie wiedziałem, że zainteresuje cię takie coś - ponownie się zaśmiał, lecz gdy dostał kuksańca w bok, ogarnął się. Włączyłam ponownie serial i do końca był spokój. Gdy wybiła godzina szesnasta Justin musiał się zbierać do domu.
- Do zobaczenia mój złoczyńco - potrzepałam jego włosy i przytuliłam go.
- Uważaj bo jeszcze cię wysadzę - odgryzł się i odwzajemnił uścisk.
- Oczywiście... - uśmiechnęłam się, a Justin wyszedł z domu. Ponownie zamknęłam dom i z powrotem udałam się do salonu.
- Sprawdziłaś czy mam leki? - zapytała mnie Dan, na co pokiwałam głową na "nie" i udałam się do mojego pokoju. Otworzyłam pierwszą szufladę i wyjęłam z niej pudełko z moimi tabletkami. Potrząsnęłam opakowaniem ale nic nie usłyszałam. Zła wyrzuciłam je do kosza w moim pokoju i padłam na podłogę, opierając się o łóżko.
- Ja pierdziele!! - krzyknęłam i pociągnęłam za końcówki włosów. - Po prostu cudownie! - do mojego pokoju wleciała Dan.
- Nie ma tabletek, nie ma kuźwa snu! - powiedziałam i podniosłam się z podłogi.
- To będzie ciężka noc.. - mruknęła pod nosem.

~~~
* - osoba jak i tekst różni się od oryginału.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz